Obserwatorzy

poniedziałek, 13 października 2014

Szydełkowy bieżnik :))

Witam!
Zrobiłam sobie chwilkę przerwy w produkcji ozdóbek choinkowych i wzięłam się za szydełkowanie bieżnika na ławę do mojego nowego mieszkania. Bieżnik będzie wykonany z małych elementów (wzór znalazłam w internecie) Tak wygląda produkcja :)









Aby skończyć bieżnik potrzebuję co najmniej jeszcze raz tylu kwadracików, więc moi drodzy zabieram się do pracy :))

Ps.
A tutaj moje mieszkanko, "pobojowisko"   :) Tak było na początku tamtego tygodnia, na dzień dzisiejszy wygląda to lepiej :)





 hehehe a lustro wisi...


Już niedługo kolejne zdjęcia z placu boju :))))))


Pozdrawiam Was moje drogie i dziękuję, że jesteście ze mną. Buziolki!!!

środa, 8 października 2014

Świąteczne ozdóbki szydełkowe :)

Witam!
Jak zaczęłam, tak skończyć nie mogę :) Szydełko :))))
Teraz w ruch poszedł biały kordonek i postanowiłam zrobić kilka ozdóbek choinkowych, Kiedy tak kilka zrobiłam to się spodobały i mam sporo zamówień więc produkuję nadal i jestem szczęśliwa :)

Oto co udało mi się stworzyć, wzory zaczerpnięte z internetu:












Niektóre (jak sopelki) jeszcze nie są wykończone.
A tak się suszyły:





I jak? Mam nadzieję, że się podobają. 


niedziela, 5 października 2014

Komin szydełkowy

Witam!

Zakupiłam włóczkę i uczę się. Zrobiłam taki zwykły komin na zimę, jeden zielony a drugi dwukolorowy, ale cieszę się bo zrobiłam go sama. Pierwszy raz założę na siebie coś co sama zrobiłam. Kurczę coraz bardziej zaczyna mi się to podobać.


Kolor na poprzednim zdjęciu przekłamany, niestety zdjęcia robione telefonem, więc ciężko uchwycić prawdziwy kolor, ale na tym zdjęciu już o wiele bardziej przypomina właściwy, który jest jeszcze bardziej intensywny.



Na tym zdjęciu także kolor daleki od prawdziwego, ale bardziej chciałam wam pokazać jak ze zwykłych słupków można zrobić szalik i jak całkiem fajnie to wygląda :)










Już wkrótce kolejne szydełkowe prace :))
Pozdrawiam Was moje drogie i dziękuję za wszystkie miłe słowa :)

Ps. Przepraszam za jakość zdjęć, robione telefonem ponieważ aparat został jeszcze w "jaskini smoka" nie mam ochoty na razie tam jechać więc i niektórych rzeczy mi brakuje, ale jakoś na razie sobie poradzę :)

środa, 1 października 2014

Od czego się zaczęło...

Moja nowa pasja :)
Wszystko zaczęło się od momentu kiedy, jak już pisałam, przejściowo wylądowaliśmy w domu (tym razem) moich rodziców (jednak tutaj nie zamierzam zabawiać dłużej niż to koniczne). Moja mama, po której odziedziczyłam zamiłowanie do rękodzieła, w czasie gdy wprowadziliśmy się do niej była w trakcie szydełkowania kocyka dla Marcelka, mojego chrześniaka a jej wnuczka. Ja wtedy miałam urlop i kiedy tak siedziałam w domu myślałam tylko o tych złych rzeczach które się wydarzyły i miałam straszny humor, Mama patrzyła na to i nie wiedziała jak mi pomóc. Wtedy zapytała mnie czy nie mogłabym jej pomóc przy tym kocyku, bo Marcelek z rodzicami wkrótce wyjeżdżają i chciałaby zdążyć przed ich wyjazdem. Spojrzałam na nią dziwnie i powiedziałam: "przecież wiesz że nie lubię szydełkować" ale ona się nie poddawała. Marudziła i ciągle powtarzała, jak to jeszcze dużo jej zostało i że nie zdąży, wtedy się poddałam i postanowiłam jej pomóc. Szydełkować umiałam ale tylko podstawowe wzory. Kilkanaście kwadracików w tym kocyku to moje dzieło, jednak nie lubiłam tego i nawet wtedy, kiedy mama ten kocyk już miała prawie skończony, ale jeszcze nie wykończony, nie widziałam w nim nic szczególnego. Dopiero kiedy po obrobieniu baków (również ja to robiłam) mama wykończyła pracę i rozłożyła ten kocyk, zakochałam się w nim. Pomyślałam jejku jak z takich małych i wydawałoby się brzydkich kwadracików powstało takie cudo. Wtedy coś zabłysło w mojej głowie :) Pomyślałam że to jest to. Moja mama po cichu uśmiechała się bo wiedziała zapewne, że tak to się skończy i dziękuję jej za to :)

To jest nasze dzieło z którego jestem niezmiernie dumna :







W ferworze walki stworzyłyśmy także kolejne cudko, lecz w związku z tym że szyć na maszynie to ja  kompletnie nie potrafię, namówiłam mamę na uszycie Marcelkowi miętolki ponieważ on bardzo lubi bawić się wszelkiego rodzaju metkami. 



I tak powstała taka oto miętolka (projekt: mój, wykonanie: moja mama)

 I jak podobają się Wam nasze dzieła?
  
Po woli wracam do żywych :) Wiem że już teraz będzie tak jak już dawno być powinno :))
Buziolki Wam posyłam moi drodzy!!!!



wtorek, 30 września 2014

Szybkie Candy u Anielique :)



Pomagam :))

Witam!
Jakiś czas temu umówiłam się z moją przyjaciółką na babskie pogaduchy i tak od słowa do słowa po obgadaniu ;) wszystkich znajomych (jak to bywa na takich spotkaniach) zeszłyśmy na temat córeczki koleżanki Doroty (to moja przyjaciółka), która ma 5 m-cy i choruje na białaczkę. W tej chwili poszukiwany jest dla niej dawca w związku z czym Dorota powiedziała że zarejestrowała się w bazie dawców DMKS i opowiedziała mi trochę o tym. Po spotkaniu jeszcze dość długo myślałam o tym, zastanawiałam się i nie mogłam się zdecydować. Dopiero niedawno postanowiłam że jednak jestem w stanie pomóc jeśli nie tej malutkiej to może komuś innemu. Porozmawiałam z mężem i nie wahając się już więcej zarejestrowałam się na  http://www.dkms.pl/pl/forms/pl_PL/default/registration a wszystkie informacje można znaleźć na stronie www.dkms.pl/pl Po rejestracji zaledwie po dwóch dniach otrzymałam list wraz z formularzem do wypełnienia i patyczkami do pobrania materiału genetycznego.









Potem kilka miesięcy niepewności i będę wiedzieć czy się nadaję czy nie :) Może, gdzieś tam, czeka ktoś, na właśnie moje komórki macierzyste. Byłabym niezmiernie szczęśliwa gdybym mogła komuś pomóc.

niedziela, 28 września 2014

Zawirowanie...

Witam!!
Już sama nie wiem czy pisać o tym tutaj czy nie pisać, ale w końcu założyłam bloga po części  dla samej siebie, aby kiedyś wejść tutaj i zajrzeć co sprawiało mi kiedyś przyjemność a co smuciło.
Niedawno padł mi laptop i to tak, że nic nie zostało i nie dało się odzyskać wszystkiego co chciałam w związku z czym zdjęcia moich robótek moje wzory których nazbierało się trochę itp. poszło w eter, pozostało mi tylko to co zamieściłam na blogu z czego niezmiernie się cieszę.
Jednak nie o tym chciałam pisać. Moje kochane dziewczęta (i chłopcy) ostatnio w moim życiu było sporo zamieszania. Jestem w trakcie przeprowadzki  (w końcu) do naszego małego (przejściowego mam nadzieję) ale własnego mieszkanka, (znaczy ta przeprowadzka to za chwile teraz remont) które co prawda mamy już od 4 lat ale jakoś tak zawsze coś nam stawało na drodze aby się wyprowadzić od teściów, a to dlatego, że pomogą trochę przy dzieciach, a to że nie musimy na razie inwestować w mieszkanie a te pieniążki z wynajmu mieszkania odłożymy na budowę domu, ponieważ kupiliśmy działkę, itp, itd. - guzik prawda, powiem Wam że komfort psychiczny jest ważniejszy i zła jestem na siebie że już dawno nie postawiłam na swoim i nie wyprowadziliśmy się wcześniej, uniknęlibyśmy zapewne wielu nieporozumień, dopiero pewna sytuacja zmusiła nas do tego i bardzo ale to bardzo się cieszę. W związku z tym z robótkami też troszkę zwolniłam a z haftowaniem to zatrzymałam się całkowicie spowodowane jest to między innymi tym, że od dłuższego czasu słyszałam niezbyt przyjemne komentarze co do mojego haftowania i nie chodzi tu o to czy się podoba czy nie, chodzi o samą czynność, słyszałam że to marnowanie czasu, że co ja z tego mam, że tylko pierdołami się zajmuję itp. wiecie przez bardzo długi czas puszczałam to mimo uszu, myślałam że przecież to moja sprawa i mojej rodziny, jestem dorosła i modę robić co chcę. Dzieci przecież zaniedbane nie chodzą jest posprzątanie, ugotowane, pracuję, więc  cieszyłam się że potrafię sobie wygospodarować czas na haftowanie, ale w końcu doszło do tego, że pomyślałam faktycznie pierdołami się zajmuję może czas to zmienić i na pewien czas odłożyłam haftowanie do szuflady. To było straszne bardzo chciałam haftować ale powtarzałam sobie zajmij się czymś pożytecznym i tak to trwało, także kotka mojego nie dokończyłam i pozostał on w takim stanie jak ostatnio pokazywałam. Teraz nie mogę patrzeć na hafty straciłam do nich serce znaczy zostało mi ono zabrane, mam nadzieję że kiedyś to się zmieni. Teraz kiedy już nie jestem tam,(w swoim mieszkanku też jeszcze nie :( można powiedzieć że na walizkach) czasami tak siedzę i myślę ile straciłam spokoju, czasu i nerwów, zupełnie niepotrzebnie, ale jak to mówią: "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" :)
Teraz szukam czegoś nowego i chyba już znalazłam :) ale o tym w następny poście. 
(A może macie ochotę odgadnąć czym się teraz zajęłam??)
Jejku, ale się rozpisałam, ale trochę mi ulżyło mam nadzieję że dotrwaliście do końca i zrozumiecie moją sytuację i powód mojej nieobecności.
Pozdrawiam Was cieplutko!!!